piątek, 17 kwietnia 2015

Wizyta w teatrze, czyli trochę kultury nikomu nie zaszkodzi.

Ostatnio dwie rzeczy szczególnie mocno wpłynęły na postrzeganie otaczającego mnie świata. Przeczytałam jedną z lepszych książek i byłam na cudownym spektaklu. Książka to nic innego jak "Papierowe Miasta" Johna Greena. Wierzcie mi lub nie ale po jej przeczytaniu już nigdy nie spojrzycie na świat tak jak wcześniej. Ja wyniosłam z niej wiele między innymi to, że nie wszystko co widzimy jest tym co nam się wydaję. Wyobrażamy sobie naszych przyjaciół, znajomych i dopasowujemy ich do nas. Co tak naprawdę niewiele ma wspólnego z ich prawdziwym ja. Wymagamy aby byli tacy jakbyśmy chcieli, zapominając że w człowieku najpiękniejsza jest własnie jego indywidualność. Że to jak bardzo czasem nas irytują i nie zachowują się tak jakbyśmy chcieli sprawia że za to ich kochamy. 
Jeżdżąc teraz metrem, przechadzając się po ulicach tego miasta gdy patrze na ludzi uświadamiam sobie jak bardzo są krusi. Że są to tylko papierowi ludzie, na papierowej ulicy w papierowym mieście. Dopasowani do całości. 
"Tak trudno jest odejść-dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem"
Tak więc książka dała mi wiele do myślenia, i z całego serca mogę ją Wam polecić. Niedługo jej ekranizacja pojawi się w kinach a jedną z głównych ról będzie grała Cara Delevingne. 
Na "Zagraj, to jeszcze raz sam" w Teatrze 6 piętro byłam w poniedziałek. I szczerze mówiąc nic wcześniej aż tak mnie nie rozbawiło. Przez ponad dwie godziny siedziałam w fotelu oglądając sztukę i nie mogąc przestać trząść się ze śmiechu. Cudowny Kuba Wojewódzki, który jak nikt inny nadawał się do odegrania głównej roli, najsławniejsza blondynka Basia Kurdej-Szatan, Daniel Olbrychski, Michał Żebrowski i Anna Cieślak. Świetnie dobrani aktorzy, i humor Woody'ego Allena. Nie żałuję ani złotówki przeznaczonej na bilety, bo szczerze mówiąc dawno aż tak dobrze się nie bawiłam :) 





poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Króliczki, mazurki, pisanki - czyli świąteczne myślenie o życiu.

Boże Narodzenie? Nie, Wielkanoc. Mimo tego że za oknem widać było spadające płatki śniegu. Na ulicach na szczęście nie zrobiło się biało, przynajmniej tu w Warszawie. Święta jak co roku minęły za szybko. Tyle przygotowań, by w dwa dni wyjechać do rodziny, usiąść do stołu i choć przez chwilę móc nacieszyć się obecnością bliskich. Zapomnieć o zmartwieniach, i zatracić się w rozmowach. Które pełne były emocji tych dobrych jak i tych gorszych. Bo czasem każdy musi się wygadać. 
W tym roku trochę mnie poniosło z pieczeniem. Może nie zrobiłam tego dużo, ale dość mocno poczułam samą atmosferę Wielkanocy. Malowanie jajek, przystrajanie koszyka. Tak więc na stole musiało pojawić się ciasto w kształcie wielkiej pisanki. Zwykły biszkopt przełożony kolorową masą i truskawkami. Pobawiłam się jedynie barwnikami i samym ozdabianiem. Szpryca do kremu, czekoladowe dropsy i posypka. Wystarczy odrobina wolnego czasu i wyobraźni. Tak niewiele a zawsze wychodzi coś ładnego. Podobno ciasto było dobre :) Szczerze mówiąc samo to pieczenie nasunęło mi pewną myśl. By zrobić ten blog nieco bardziej kulinarnym. Uwielbiam piec i ozdabiać więc może będziecie mogli zobaczyć co nieco z moich dokonań. 
Przez te kilka dni miałam trochę czasu na przemyślenie pewnych spraw. Zastanowienie się nad tym co i kiedy czuję. Dotarło do mnie że niekiedy powinnam odpuści, nabrać dystansu. Cieszyć się tym co mam w tej chwili, otaczającymi mnie ludźmi. A już na pewno przestać tak myśleć i pozwolić by zwykłe wyobrażenia mogły zepsuć mój nastrój. Zaufać sobie i temu, że to ja mam kontrolę nad własnym życiem. Bo lepszych ludzi wokół siebie nie mogłam znaleźć.