piątek, 20 marca 2015

about nothing.

Ostatni tydzień obfitował w wiele ciekawych wydarzeń. Nieprzespana noc na planie drugiej części "Listów do M", jako statystka nachodziłam się po całej galerii. A moje poczynania niedługo będziecie mogli oglądać w kinach, jeśli zauważycie rozmazaną postać gdzieś tam w tle to będę Ja ! Szczerze mówiąc wcześniej nie miałam pojęcia jak praca w nocy może wykańczać. W sumie te jedne 12 godzin odsypiałam przez dwa dni, bo jakoś nie było czasu porządnie odpocząć. 
Jednak później czekała mnie dużo przyjemniejsza rzecz. Miałam okazję spędzić dzień w Dr. Donutcie. Razem z przyjaciółką miałyśmy tam dzień próbny. Robienie donutów a następnie ozdabianie ich okazało się być naprawdę w porządku. I to chyba najprzyjemniejsza praca jaką mogłabym znaleźć. Lecz to czy będzie mi dane spędzić tam więcej czasu okaże się niebawem. 
Dzisiaj też miało miejsce dość nietypowe zjawisko, jakim było zaćmienie słońca. W Polsce było widoczne między 10 a 12. I w taki oto sposób ze sklepów zniknęły specjalne folie, a ludzie wychodzili na ulice z płytami cd i spoglądali w niebo. Moment niecodzienny i na pewno szybko się nie powtórzy. 
Już jutro pierwszy dzień wiosny. W końcu ! Nawet nie wiem ile już czekam aż temperatura na stałe będzie osiągała dwucyfrowe wartości. Trawa będzie zielona, a ja wreszcie będę mogła wyrzucić wszystkie zimowe ubrania i zamienić je na coś letniego. 
Spędzać wieczory z przyjaciółmi na Zbawixie i porządnie wygrzać się na słońcu ahhh idzie lato !! 





środa, 11 marca 2015

Big city, big love: London.

Byłam raz, widziałam niewiele. Jednak wystarczyło to abym całkiem zakochała się w tym mieście. Te budynki, ulice... Ten cudowny klimat. A przede wszystkim ludzie, natłok różnych kultur, twarzy. Gdzie nie spojrzysz widzisz kogoś innego. Wszyscy w pośpiechu, tłoczą się na ulicach, w metrze. Ah ! i to metro. Tyle kondygnacji, linii że nie sposób się w tym odnaleźć. Jednak Brytyjczycy sobie radzą i to całkiem nieźle. Jestem pewna, że gdybym wylądowała tam sama łatwo by mi nie było... 
Wyjazd do Londynu był najbardziej spontaniczną rzeczą jaką zrobiłam. Wieczorem z przyjaciółką kupiłyśmy bilety, a już następnego dnia rano siedziałyśmy w busie prosto na wyspy. Nigdy tego nie zapomnę. Strach, podekscytowanie i ogromna radość, wszystko naraz. Ale właśnie takie wyjazdy, są najlepsze. Zero planów, zwyczajnie pakujesz się i jedziesz. Nie pytając nikogo o zdanie. Wystarczy mieć trochę odłożonych pieniędzy, które zawsze gdzieś się znajdą. Najlepszą przyjaciółkę, równie zwariowaną chodź trochę bardziej ogarniętą w otaczającym ją świecie niż ja. P.S gdyby nie Ty na pewno bym tam zginęła. I głowę pełną marzeń. Trzy niezbędne rzeczy i można ruszać. 
Bez strachu i żadnych zahamowań, w końcu życie mamy jedno i trzeba je przeżyć w należyty sposób.



niedziela, 8 marca 2015

#offline

Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do wyjątkowo udanych. Wypad na koniec świata z przyjaciółmi każdemu dobrze robi. Z dala od otaczającego świata, zgiełku i hałasu miasta. Powoli wkraczamy w bardzo przyjemne miejsce gdzie telefon nie ma zasięgu, nikt nie wie czym jest wi-fi a płuca wypełniają się świeżym niczym nie zatrutym powietrzemZrobienie kilku zdjęć, długi spacer, kolejne próby rozpalenia ogniska. Najlepsza zabawa. Zakończyliśmy ją w pizzeri gdzie po całym dniu w końcu mogliśmy się najeść. 

Uwielbiam to jak szybko płynie tutaj czas. To jak ludzie ślepo dążą do realizacji swoich celów. A pierwszym codziennie rano jest na pewno jak najszybsze dotarcie na przystanek autobusowy. Jednak raz na jakiś czas ucieczka od tego wszystkiego jest najlepszą rzeczą jaką można zrobić zarówno dla swojej duszy jak i ciała.

Trochę styrana ale bardzo zadowolona, zabieram się z moimi myślami do łóżka. Gdzie otoczona przez masę kabli, zeszytów i poplątanych słuchawek, nie mogę wyplątać się z macek bardzo przyjemnej i zapraszającej do siebie pościeli. Ale tak właśnie czuje się najlepiej, ze swoim bałaganem, w końcu mogę zasnąć. 



środa, 4 marca 2015

Nowy początek.

Chyba nadszedł ten moment, by znów powrócić do sfery blogowania. Do tego magicznego świata gdzie wszystko może być możliwe. Gdzie piszemy o wszystkim naraz, a tak naprawdę o niczym. Już kiedyś byłam nazywana blogerką. Jednak od tego czasu dużo się zmieniło. Wyrosłam z kolorowych kosmetyków, szminek i lakierów do paznokci.
Ten blog będzie poświęcony mojemu życiu, moich pasjach i ogólnie temu co dzieje się wokół mnie. Bo mimo tego, że póki co żyje w zawieszeniu, trochę się tego nazbierało.

Tak więc mamy nowy rok i nowy miesiąc. To dobry moment by zacząć następny rozdział. Mam 20 lat i od mojego ostatniego opublikowanego wpisu minęły ponad 3. Powiedzmy że dużo się pozmieniało. Nabrałam dystansu do siebie i otaczającego mnie świata. Poznałam masę ciekawych osób, zmieniłam swoje zainteresowania i zajęłam się nowymi. Zaczęłam jeździć na koncerty i czerpać z tego radość. W końcu poczułam się kochana i komuś potrzebna. Zdałam maturę (!), i nawet wybrałam się na studia z których dość szybko znowu wróciłam do domu, ale o tym innym razem. Mieszkałam sama i był to chyba najszczęśliwszy czas w moim życiu. Do którego powrotu dążę w tej chwili dość usilnie.

Nudno tu nie będzie tego mogę być pewna. Za dużo się działo, a jeszcze więcej będzie się pewnie dziać. Więc jeśli macie ochotę dowiedzieć się co siedzi w głowie, chyba nieprzeciętnej 20 latki zapraszam !