czwartek, 2 lipca 2015

Najbardziej kolorowe wydarzenie lata - Festiwal Kolorów.

Festiwal kolorów, myślę że najlepsze a na pewno najbardziej kolorowe wydarzenie w kalendarzu letnich imprez. Co roku odbywa się w każdym większym mieście w naszym kraju. 27 czerwca miał miejsce w Warszawie na wybrzeżu helskim. Masa ludzi, słońce i plaża w środku zatłoczonego miasta. Jedna wielka impreza, ze świetną muzyką i naprawdę niesamowitą atmosferą. Scena ustawiona w centralnym punkcie festiwalu, a pod nią ludzie czekający na kolejny wystrzał kolorowego proszku. Co godzinę właśnie w tym miejscu w powietrze unosiła się chmura pastelowego pyłu i przez chwilę nic poza nią nie można było zobaczyć. 
Na terenie festiwalu można było kupić torebki z tym właśnie proszkiem, który znajdował się później na twarzach, ubraniach i ciałach wszystkich tam obecnych. Nie powiem świetna zabawa móc się obsypać czymś takim, a później wracając do domu zwracać na siebie uwagę przechodniów. 
Udział w takim wydarzeniu to na pewno coś co warto zaliczyć, szczególnie dla samej atmosfery i niesamowitych wspomnień. Ja na pewno powtórzę to w przyszłym roku, a może nawet i w tym tylko już w innym mieście.






piątek, 22 maja 2015

Think for yourself.

Zbliża się czerwiec, wybór studiów. Już raz przez to przechodziłam, i nie myślałam wtedy że będę musiała to powtórzyć. Czas w którym wypada pomyśleć właśnie o sobie. Raz a dobrze o sobie. Nie patrzeć na innych, słuchać siebie. Bo to niby tylko studia, które niektórzy rzucają a inni robią po nich i tak co innego. Jednak są to też te 3 lata, które wypadałoby, przynajmniej ciekawie spędzić. Odsunąć na bok strach i niepewność, iść za swoim własnym głosem. 
W życiu podejmujemy wiele decyzji, dobrych i złych. Jednak trzeba pamiętać, że każda podjęta decyzja ma swoje konsekwencje. I to właśnie my będziemy je odczuwać najbardziej. Po co robić coś wbrew swojej woli, jeśli ma się tego później żałować. A co gorsza obwiniać za to innych. Ludzie potrafią mówić wiele. Doradzać, prosić, rozkazywać, zawsze uważają że to właśnie oni mają rację. Trzeba nauczyć się rozdzielać myślenie innych od własnego. Czyjeś poglądy od naszych. Przemyśleć, rozważyć i podjąć właściwą decyzję. Której później jak najmocniej się trzymać. Nawet jeśli cały świat miałby stanąć jej na przekór. Nie warto robić czegoś dla kogoś, jeśli nie jest to z własnej woli. Po co się później męczyć. W życiu tak jak w przyjaźni chodzi o zaufanie do drugiej osoby. O to, że mówimy jej wszystko nie bojąc się tego jak zareaguje. Robimy to co my uważamy za słuszne będąc przy tym pewnym, że ta druga osoba to zaakceptuje. 
Do szczęścia potrzebny jest nam właśnie ktoś kto jest z nami szczerze, kto nie obwinia nas za to, że żeby móc się znaleźć obok, musiał zrezygnować z kogoś innego.

piątek, 17 kwietnia 2015

Wizyta w teatrze, czyli trochę kultury nikomu nie zaszkodzi.

Ostatnio dwie rzeczy szczególnie mocno wpłynęły na postrzeganie otaczającego mnie świata. Przeczytałam jedną z lepszych książek i byłam na cudownym spektaklu. Książka to nic innego jak "Papierowe Miasta" Johna Greena. Wierzcie mi lub nie ale po jej przeczytaniu już nigdy nie spojrzycie na świat tak jak wcześniej. Ja wyniosłam z niej wiele między innymi to, że nie wszystko co widzimy jest tym co nam się wydaję. Wyobrażamy sobie naszych przyjaciół, znajomych i dopasowujemy ich do nas. Co tak naprawdę niewiele ma wspólnego z ich prawdziwym ja. Wymagamy aby byli tacy jakbyśmy chcieli, zapominając że w człowieku najpiękniejsza jest własnie jego indywidualność. Że to jak bardzo czasem nas irytują i nie zachowują się tak jakbyśmy chcieli sprawia że za to ich kochamy. 
Jeżdżąc teraz metrem, przechadzając się po ulicach tego miasta gdy patrze na ludzi uświadamiam sobie jak bardzo są krusi. Że są to tylko papierowi ludzie, na papierowej ulicy w papierowym mieście. Dopasowani do całości. 
"Tak trudno jest odejść-dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem"
Tak więc książka dała mi wiele do myślenia, i z całego serca mogę ją Wam polecić. Niedługo jej ekranizacja pojawi się w kinach a jedną z głównych ról będzie grała Cara Delevingne. 
Na "Zagraj, to jeszcze raz sam" w Teatrze 6 piętro byłam w poniedziałek. I szczerze mówiąc nic wcześniej aż tak mnie nie rozbawiło. Przez ponad dwie godziny siedziałam w fotelu oglądając sztukę i nie mogąc przestać trząść się ze śmiechu. Cudowny Kuba Wojewódzki, który jak nikt inny nadawał się do odegrania głównej roli, najsławniejsza blondynka Basia Kurdej-Szatan, Daniel Olbrychski, Michał Żebrowski i Anna Cieślak. Świetnie dobrani aktorzy, i humor Woody'ego Allena. Nie żałuję ani złotówki przeznaczonej na bilety, bo szczerze mówiąc dawno aż tak dobrze się nie bawiłam :) 





poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Króliczki, mazurki, pisanki - czyli świąteczne myślenie o życiu.

Boże Narodzenie? Nie, Wielkanoc. Mimo tego że za oknem widać było spadające płatki śniegu. Na ulicach na szczęście nie zrobiło się biało, przynajmniej tu w Warszawie. Święta jak co roku minęły za szybko. Tyle przygotowań, by w dwa dni wyjechać do rodziny, usiąść do stołu i choć przez chwilę móc nacieszyć się obecnością bliskich. Zapomnieć o zmartwieniach, i zatracić się w rozmowach. Które pełne były emocji tych dobrych jak i tych gorszych. Bo czasem każdy musi się wygadać. 
W tym roku trochę mnie poniosło z pieczeniem. Może nie zrobiłam tego dużo, ale dość mocno poczułam samą atmosferę Wielkanocy. Malowanie jajek, przystrajanie koszyka. Tak więc na stole musiało pojawić się ciasto w kształcie wielkiej pisanki. Zwykły biszkopt przełożony kolorową masą i truskawkami. Pobawiłam się jedynie barwnikami i samym ozdabianiem. Szpryca do kremu, czekoladowe dropsy i posypka. Wystarczy odrobina wolnego czasu i wyobraźni. Tak niewiele a zawsze wychodzi coś ładnego. Podobno ciasto było dobre :) Szczerze mówiąc samo to pieczenie nasunęło mi pewną myśl. By zrobić ten blog nieco bardziej kulinarnym. Uwielbiam piec i ozdabiać więc może będziecie mogli zobaczyć co nieco z moich dokonań. 
Przez te kilka dni miałam trochę czasu na przemyślenie pewnych spraw. Zastanowienie się nad tym co i kiedy czuję. Dotarło do mnie że niekiedy powinnam odpuści, nabrać dystansu. Cieszyć się tym co mam w tej chwili, otaczającymi mnie ludźmi. A już na pewno przestać tak myśleć i pozwolić by zwykłe wyobrażenia mogły zepsuć mój nastrój. Zaufać sobie i temu, że to ja mam kontrolę nad własnym życiem. Bo lepszych ludzi wokół siebie nie mogłam znaleźć.






piątek, 20 marca 2015

about nothing.

Ostatni tydzień obfitował w wiele ciekawych wydarzeń. Nieprzespana noc na planie drugiej części "Listów do M", jako statystka nachodziłam się po całej galerii. A moje poczynania niedługo będziecie mogli oglądać w kinach, jeśli zauważycie rozmazaną postać gdzieś tam w tle to będę Ja ! Szczerze mówiąc wcześniej nie miałam pojęcia jak praca w nocy może wykańczać. W sumie te jedne 12 godzin odsypiałam przez dwa dni, bo jakoś nie było czasu porządnie odpocząć. 
Jednak później czekała mnie dużo przyjemniejsza rzecz. Miałam okazję spędzić dzień w Dr. Donutcie. Razem z przyjaciółką miałyśmy tam dzień próbny. Robienie donutów a następnie ozdabianie ich okazało się być naprawdę w porządku. I to chyba najprzyjemniejsza praca jaką mogłabym znaleźć. Lecz to czy będzie mi dane spędzić tam więcej czasu okaże się niebawem. 
Dzisiaj też miało miejsce dość nietypowe zjawisko, jakim było zaćmienie słońca. W Polsce było widoczne między 10 a 12. I w taki oto sposób ze sklepów zniknęły specjalne folie, a ludzie wychodzili na ulice z płytami cd i spoglądali w niebo. Moment niecodzienny i na pewno szybko się nie powtórzy. 
Już jutro pierwszy dzień wiosny. W końcu ! Nawet nie wiem ile już czekam aż temperatura na stałe będzie osiągała dwucyfrowe wartości. Trawa będzie zielona, a ja wreszcie będę mogła wyrzucić wszystkie zimowe ubrania i zamienić je na coś letniego. 
Spędzać wieczory z przyjaciółmi na Zbawixie i porządnie wygrzać się na słońcu ahhh idzie lato !! 





środa, 11 marca 2015

Big city, big love: London.

Byłam raz, widziałam niewiele. Jednak wystarczyło to abym całkiem zakochała się w tym mieście. Te budynki, ulice... Ten cudowny klimat. A przede wszystkim ludzie, natłok różnych kultur, twarzy. Gdzie nie spojrzysz widzisz kogoś innego. Wszyscy w pośpiechu, tłoczą się na ulicach, w metrze. Ah ! i to metro. Tyle kondygnacji, linii że nie sposób się w tym odnaleźć. Jednak Brytyjczycy sobie radzą i to całkiem nieźle. Jestem pewna, że gdybym wylądowała tam sama łatwo by mi nie było... 
Wyjazd do Londynu był najbardziej spontaniczną rzeczą jaką zrobiłam. Wieczorem z przyjaciółką kupiłyśmy bilety, a już następnego dnia rano siedziałyśmy w busie prosto na wyspy. Nigdy tego nie zapomnę. Strach, podekscytowanie i ogromna radość, wszystko naraz. Ale właśnie takie wyjazdy, są najlepsze. Zero planów, zwyczajnie pakujesz się i jedziesz. Nie pytając nikogo o zdanie. Wystarczy mieć trochę odłożonych pieniędzy, które zawsze gdzieś się znajdą. Najlepszą przyjaciółkę, równie zwariowaną chodź trochę bardziej ogarniętą w otaczającym ją świecie niż ja. P.S gdyby nie Ty na pewno bym tam zginęła. I głowę pełną marzeń. Trzy niezbędne rzeczy i można ruszać. 
Bez strachu i żadnych zahamowań, w końcu życie mamy jedno i trzeba je przeżyć w należyty sposób.



niedziela, 8 marca 2015

#offline

Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do wyjątkowo udanych. Wypad na koniec świata z przyjaciółmi każdemu dobrze robi. Z dala od otaczającego świata, zgiełku i hałasu miasta. Powoli wkraczamy w bardzo przyjemne miejsce gdzie telefon nie ma zasięgu, nikt nie wie czym jest wi-fi a płuca wypełniają się świeżym niczym nie zatrutym powietrzemZrobienie kilku zdjęć, długi spacer, kolejne próby rozpalenia ogniska. Najlepsza zabawa. Zakończyliśmy ją w pizzeri gdzie po całym dniu w końcu mogliśmy się najeść. 

Uwielbiam to jak szybko płynie tutaj czas. To jak ludzie ślepo dążą do realizacji swoich celów. A pierwszym codziennie rano jest na pewno jak najszybsze dotarcie na przystanek autobusowy. Jednak raz na jakiś czas ucieczka od tego wszystkiego jest najlepszą rzeczą jaką można zrobić zarówno dla swojej duszy jak i ciała.

Trochę styrana ale bardzo zadowolona, zabieram się z moimi myślami do łóżka. Gdzie otoczona przez masę kabli, zeszytów i poplątanych słuchawek, nie mogę wyplątać się z macek bardzo przyjemnej i zapraszającej do siebie pościeli. Ale tak właśnie czuje się najlepiej, ze swoim bałaganem, w końcu mogę zasnąć. 



środa, 4 marca 2015

Nowy początek.

Chyba nadszedł ten moment, by znów powrócić do sfery blogowania. Do tego magicznego świata gdzie wszystko może być możliwe. Gdzie piszemy o wszystkim naraz, a tak naprawdę o niczym. Już kiedyś byłam nazywana blogerką. Jednak od tego czasu dużo się zmieniło. Wyrosłam z kolorowych kosmetyków, szminek i lakierów do paznokci.
Ten blog będzie poświęcony mojemu życiu, moich pasjach i ogólnie temu co dzieje się wokół mnie. Bo mimo tego, że póki co żyje w zawieszeniu, trochę się tego nazbierało.

Tak więc mamy nowy rok i nowy miesiąc. To dobry moment by zacząć następny rozdział. Mam 20 lat i od mojego ostatniego opublikowanego wpisu minęły ponad 3. Powiedzmy że dużo się pozmieniało. Nabrałam dystansu do siebie i otaczającego mnie świata. Poznałam masę ciekawych osób, zmieniłam swoje zainteresowania i zajęłam się nowymi. Zaczęłam jeździć na koncerty i czerpać z tego radość. W końcu poczułam się kochana i komuś potrzebna. Zdałam maturę (!), i nawet wybrałam się na studia z których dość szybko znowu wróciłam do domu, ale o tym innym razem. Mieszkałam sama i był to chyba najszczęśliwszy czas w moim życiu. Do którego powrotu dążę w tej chwili dość usilnie.

Nudno tu nie będzie tego mogę być pewna. Za dużo się działo, a jeszcze więcej będzie się pewnie dziać. Więc jeśli macie ochotę dowiedzieć się co siedzi w głowie, chyba nieprzeciętnej 20 latki zapraszam !